Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skandale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skandale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2011

Afera naszyjnikowa cz.IV


Oburzona królowa domaga się sprawiedliwości, a całą winą obarcza kardynała Rohan, bestię w szatach duchownego. Źle jednak wybiera sobie sędziów swojego poniżenia. Opinia publiczna ma teraz namacalny dowód zepsucia dworu, o którym dotąd krążyły tylko złośliwe pamflety i wyolbrzymione plotki. Upór Marii Antoniny nie pozwala jej dostrzec niebezpieczeństwa publicznego dowodzenia niewinności.

"Proces"

Lata z trudem skrywanej nienawiści królowej do rozwiązłego kardynała dają o sobie znać z całą gwałtownością przelanej goryczy. Dostojnik kościelny i członek jednego z najstarszych rodów arystokratycznych Francji zostaje aresztowany na oczach całego dworu, jak pospolity kryminalista. Takiej zniewagi nie mogą wybaczyć, ani duchowni, ani feudałowie. Odżywają nie zabliźnione urazy do dumnej Austriaczki, która miała czelność uciec z Wersalu do pałacyku w Trianon i faworyzować ludzi znikąd.
Furorę robią drukowane mowy obrończe, a na rozprawę nadciągają tłumy żądne sensacji. Proces jeszcze zanim się rozpoczął zaczął przypominać teatralne widowisko.
Ekscesy obyczajowe, rozrzutność dworu i nieudolność króla, który stracił kontrolę nawet nad własną żoną. Tym żyje ulica i misterne oszustwo blednie w porównaniu z kampanią szyderstw pod adresem jego głównej ofiary. Władza chwieje się w posadach. Złota myśl Ludwika XIV, który szansę dla silnej monarchii widział w jej niedostępności i aurze tajemnicy, zostaje zapomniana, a w ferworze wydarzeń błoto spada na koronę, jej grzechy i niedostatki zostają wywleczone na światło dzienne.
W porównaniu z rozemocjonowaną ulicą sala sądowa jest bardzo powściągliwa w mieszaniu osoby królowej do brudnej sprawy. Ta ostrożność wzbudza jednak podejrzenia, a uprzedzonych do monarchini wręcz utwierdza w przekonaniu o czynnym udziale Marii Antoniny w aferze. Uliczne pospólstwo i arystokracja rodowa są zgodni, co do niewinności kardynała. Wątpliwości wzbudza tylko forma uniewinnienia. Całkowity brak winy ze strony dostojnika przyznawałby pośrednio rację jego rozumowaniu o skłonnościach królowej.
Ostateczny wyrok uwalnia kardynała od odpowiedzialności, a cała wina spada na niegodziwą Jeanne de La Motte. Zostaje skazana na chłostę, napiętnowanie jako złodziejka i dożywotnie więzienie. Wykonanie pierwszej części kary wzbudza poruszenie wśród mieszkańców Paryża. Wściekła kobieta zaciekle broni się przed piętnem hańby i w wyniku szarpaniny rozżarzone żelazo spadają na jej pierś zamiast na ramię.
Sympatia ludu zwraca się ku oszustce. Współczucie dla Jeanne to cios wymierzony w jej ofiarę, królową. Dystyngowane towarzystwo posuwa się do odwiedzin skazanej i zbierania dla niej pieniędzy. W tajemniczy sposób napiętnowana kobieta ucieka do Anglii. Nawet to opinia publiczna obraca przeciwko Marii Antoninie, przypisując sprawstwo samej władczyni, wdzięcznej wspólniczce za milczenie przed sądem.
W Londynie zbiegła więźniarka może liczyć na spore sumy za własną wersję wydarzeń. Wydaje więc wspomnienia, w których przedstawia się jako skrzywdzona niewinność, która w imię przyjaźni z królowa wzięła na siebie jej winę. Atmosferę skandalu umiejętnie podkręca sugerowaniem seksualnego podtekstu tej przyjaźni.
Perwersyjna królowa sprzedaje książkę, a Paryż zostaje zalany potokiem paszkwili, które wymieniają rzekomych kochanków Marii Antoniny. Królowa zostaje przedstawiona jako sprośne monstrum, gustujące jednakowo w mężczyznach i kobietach, w lokajach i książętach.
Afera przydaje splendoru jej prowodyrce ,a ograbia z honoru i godności ofiarę. Wybuch rewolucji otwiera przed Jeanne nowe możliwości. Poważni politycy rozważają możliwość wznowienia procesu z odwróceniem procesowych ról: panią de La Motte jako oskarżycielką i Marią Antoniną zasiadającą wśród oskarżonych. Śmiały plan uniemożliwia nieoczekiwana śmierć Jeanne, która w 1791 r. rzuca się z okna.
Tym samym epilog tej historii wybrzmiał nie akordem absurdu, a tragedii.

wtorek, 25 października 2011

Afera naszyjnikowa cz. II



Kolejna odsłona poczynań pomysłowej szajki nabiera rozmachu,a to za sprawą pewnego bardzo łatwowiernego i spragnionego łask sługi Kościoła. Odegra on w całej tej nieprawdopodobnej historii niewdzięczną rolę ofiary, która z radością wskakuje w zastawione na siebie sidła.

" O ludzkiej próżności i kapryśnej naturze łaski królewskiej"

Ofiara to kardynał de Rohan we własnej osobie. Wielki jałmużnik Francji, książę Kościoła o manierach libertyna. Ten bajecznie bogaty, cieszący się niezasłużoną estymą potomek jednego z najpotężniejszych rodów Francji jest zżerany przez ambicję. Marzy mu się tytuł pierwszego ministra. Ten jednak wymyka mu się z rąk za sprawą nieprzejednanej niechęci samej królowej.
Ładna i obrotna "hrabina" de la Motte bez trudu toruje sobie drogę do uszu i serca kardynała. Z niezachwianą pewnością siebie stawia się w pozycji pośredniczki między jej drogą przyjaciółką, królową a złaknionym łask kardynałem. Jej sekretarz i zarazem kochanek Retaux de Villette stwarza olśniewający zbiór korespondencji Marii Antoniny do hrabiny. Stąd już niedługa droga do nawiązania stosunków, na razie listownych między królową i kardynałem.
Oszuści pozwalają sobie na coraz więcej. Rozmiar ich fałszerstw rośnie w miarę, jak niebezpieczeństwo ich wykrycia staje się realną groźbą. Nawet łatwowierny głupiec nabrałby podejrzeń, gdy deklarująca w listach swoją przychylność królowa w osobistym zetknięciu pozostaje chłodna i niedostępna.Ponieważ na widok wiernego sługi żaden żywszy rys nie ożywia wyniosłego oblicza Marii Antoniny oszuści wpadają na ryzykowny pomysł. Odszukują sobowtóra, który w nocnej scenerii wersalskiego parku zaszczyci niecierpliwego kardynała namacalnym dowodem łaski.
Poszukiwania objęły teren ogrodu Palais Royal, wylęgarni prostytutek. Figurantka miała na imię Nicole i oficjalnie trudniła się pracą modystki, na boku dorabiając świadczeniem mniej niewinnych usług.
Spotkanie zaaranżowano nocą. Jak w komedii omyłek kardynał bije pokłony przed wystraszoną dziewczyną. Pouczona przez zleceniodawców bąka drżącym ze zdenerwowania głosem o przeszłości, która poszła w niepamięć i przyszłości znaczonej łaskami. Audiencja trwa chwilę, przerwana przez towarzyszy "królowej" ostrzeżeniem o niepożądanych widzach.
Uradowany kardynał, wyprowadzony w pole, jak dziecko bez mrugnięcia okiem spełnia zachcianki swej możnej protektorki. Ustami "hrabiny" domaga się ona 50 000 liwrów na wyratowanie z kłopotów pewnych nieszczęśników- de Rohan natychmiast składa rzeczoną sumę na ręce hrabiny.
Apetyt oszustów rośnie. Ofiara nie zadaje żadnych pytań, nie postanie mu nawet w głowie myśl dlaczegóż to królowa Francji powierza właśnie jemu swoje finansowe kłopoty, żądając coraz więcej i więcej.
Ufny dostojnik płaci za bajeczne życie hrabiny. Jej dziecięce rojenia stają się rzeczywistością. Nabywa okazałą rezydencję w Bar-sur-Aube, w której czuje się wreszcie wielką damą. Najznakomitsze towarzystwo zabiega o jej przyjaźń. Niespodziewany sukces przytępi jednak instynkt oszustki, a chciwość kolejny raz przesunie granicę zuchwałości w zwodzeniu naiwnych. Tym razem ucierpi nie tylko kieszeń i duma kardynała, ale o swoją godność upomni się królowa Francji...

poniedziałek, 26 września 2011

Afera naszyjnikowa cz. I


Zuchwałe oszustwo, które historycy lubią przyrównywać do przysłowiowej kropli, która przelała kielich przedrewolucyjnej goryczy i wzmogła nastroje antymonarchistyczne we Francji, stało się popularnym motywem literackim i filmowym. Historia, przy której bledną dokonania scenarzystów z Hollywood, wydarzyła się naprawdę, a początek miała w zawiedzionych ambicjach ubogiej potomkini królewskiego rodu.

"Szczęśliwe przypadki pewnej awanturnicy"

Całym majątkiem rodziny de Saint-Remy była przebrzmiała chwała przodków i pokrewieństwo z dynastią Walezjuszy, której panowanie poprzedzało bezpośrednio rządy Burbonów. Dumnie brzmiące koligacje były jednak niewystarczające, by zapewnić sobie godziwe życie i Jacques de Saint-Remy, utracjusz i bankrut, swym pijaństwem i kłusownictwem wpędzał tylko rodzinę w dalsze kłopoty. Po jego śmierci córka Jeanne zmuszona była utrzymywać się z żebrania, co nie przeszkodziło jej w pielęgnowaniu swych dalekosiężnych ambicji. Determinacja, z jaką podkreślała poniżenie potomkini królewskiego rodu ściągnęła w końcu uwagę litościwej duszy. Była nią markiza de Boulainvilliers, która w odruchu współczucia dla sieroty umieściła ją w pensjonacie dla dziewcząt. Jeanne próbowała sił w różnych zawodach: terminowała w pracowni krawieckiej, pracowała jako praczka, bieliźniarka, wreszcie trafiła do klasztoru dla szlachcianek. Dni wypełnione pracą i modlitwą nie przystawały do wyobrażeń Jeanne o życiu godnym krwi Walezjuszy, opuściła więc klasztor i szybko zawarła znajomość z oficerem żandarmerii, Nicolasem de la Motte. Para pobrała się i na świat przyszły bliźnięta. Zapobiegliwa pani domu odnowiła stare znajomości i wystarała się u markizy de Boulainvilliers o audiencję z kardynałem de Rohan. Za jego wstawiennictwem małżonek Jeanne awansował na rotmistrza w pułku dragonów. Protekcja możnych do tego stopnia podniosła parę na duchu, że pan de la Motte sam obwołał się hrabią. Jego żona postanowiła dochodzić swoich praw jako potomkini Walezjuszy w samym Wersalu. Jednakże rezydenci królewskiego dworu nie mają tak miękkich serc, jak markiza i dramatyczne omdlenia, czy łzawe historyjki sprzedawane gapiom nie robią na nich najmniejszego wrażenia. Pozostała jeszcze spora grupa nie mająca styczności z Wersalem i nie obeznana w jego zwyczajach. Ta jest podatna na bajki Jeanne, która rozpowiada o serdecznym przyjęciu jej przez samą Marię Antoninę. Z mężem prowadzą w ten sposób grę pozorów, która umożliwia im dostatnie życie na kredyt. Hrabina tworzy wokół siebie mały dwór i zatrudnia sekretarza, Retaux de Villette. Drobne oszustwa i zbywanie dobijających się do drzwi wierzycieli przestają jednak wystarczać. Szykują wielki skok.

piątek, 23 stycznia 2009

Maria Fitzherbert


Niektóre kobiety nie mają szczęścia do małżeństw. Życie Marii Fizherbert jest tego wymownym przykładem.
Wychowana w Paryżu, przeciętnego urodzenia i urody , a do tego katoliczka, nie zapowiadała się na bohaterkę salonowych intryg. W wieku osiemnastu lat wydano ją za mąż za dwukrotnie starszego Edwarda Weld, który zmarł po trzech miesiącach na skutek nieszczęśliwego upadku z konia. Kilka lat później młodziutka wdowa ponownie stanęła na ołtarzu , tym razem z zaledwie 10 lat starszym Thomasem Fitzherbert. Małżeństwo, trwające trzy lata, zakończyła śmierć Thomasa .
Prześladowana pechem Maria postanowiła szukać ukojenia w Londynie. Wątpliwe czy zależało jej na kolejnym małżeństwie, a tym bardziej skandalu. W pełnej modnych pokus stolicy wplątała się i w jedno i w drugie.
W towarzystwie przyjęto ją chłodno. Brakowało jej nie tylko pozycji, ale i wykwintnych manier. Jej ruchy miały za mało finezji, a dowcip polotu. Z zachowanych portretów spogląda na nas kobieta raczej przyciężkiej postury i pospolitych rysów.
Każda potwora znajdzie jednak swojego amatora, a gdy jest nim następca tronu Wielkiej Brytanii kwestia uroku jego wybranki przestaje być w pewnych kręgach dyskusyjna. Maria została przedstawiona księciu w 1784 r. podczas balu w operze. Jerzy z miejsca się zakochał , co w jego przypadku było raczej zwyczajnym , choć krótkotrwałym stanem. Tym razem jednak zdawał się być naprawdę zaangażowany uczuciowo. Maria z wdzięcznością przyjmowała atencje księcia, odrzucając jednocześnie możliwość zostania jego kochanką. Tym sprytnym zabiegiem przywiązała go do siebie jeszcze mocniej. Zdesperowany zaproponował jej małżeństwo, które w świetle prawa było zwyczajnie niemożliwe. Po pierwsze Maria była nisko urodzoną katoliczką, co z miejsca dyskwalifikowało ją jako przyszłą królową; po drugie członkowie rodziny królewskiej mogli zawierać małżeństwa jedynie za zgodą króla. Ten zaś był raczej, hmm... niechętnie nastawiony do nowej miłostki syna.
Oszalały z miłości książę podjął coś na kształt próby samobójczej z udziałem sztyletu i po odegraniu rozdzierającej scenki ( jego ostatnim życzeniem było poślubić Marię) dziwnym trafem nagle ozdrowiał. Podstęp okazał się skuteczny; Maria Fitzherbert została żoną po raz trzeci.
Idylla skończyła się w 1794 , kiedy Jerzy chcąc przypodobać sie ojcu i wymusić na nim spłatę długów, zostawił ukochaną dla Karoliny Brunszwickiej. Legalne małżeństwa nie pociągały księcia tak bardzo jak śluby w sekrecie. Z Karoliną stworzyli jedną z najgorzej dobranych par w historii, a ich rozwód obserwowała z niesmakiem cała Europa.
Jerzy kontynuował romans jeszcze przez jakiś czas, choć Maria nie mogła pogodzić się z tą zmianą statusu. W swoim odczuciu nadal była małżonką księcia Walii.
Po śmierci Jerzego, jego brat i jednocześnie następca, Wilhelm IV, zaproponował swej "bratowej" tytuł księżnej jako zadośćuczynienie za krzywdy. Maria odmówiła tłumacząc ,że nigdy nie splamiła swojego nazwiska, toteż nie widzi powodu , by je zmieniać. Odpowiedź godna żony księcia Walii.