Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maria antonina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maria antonina. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2011

Afera naszyjnikowa cz.IV


Oburzona królowa domaga się sprawiedliwości, a całą winą obarcza kardynała Rohan, bestię w szatach duchownego. Źle jednak wybiera sobie sędziów swojego poniżenia. Opinia publiczna ma teraz namacalny dowód zepsucia dworu, o którym dotąd krążyły tylko złośliwe pamflety i wyolbrzymione plotki. Upór Marii Antoniny nie pozwala jej dostrzec niebezpieczeństwa publicznego dowodzenia niewinności.

"Proces"

Lata z trudem skrywanej nienawiści królowej do rozwiązłego kardynała dają o sobie znać z całą gwałtownością przelanej goryczy. Dostojnik kościelny i członek jednego z najstarszych rodów arystokratycznych Francji zostaje aresztowany na oczach całego dworu, jak pospolity kryminalista. Takiej zniewagi nie mogą wybaczyć, ani duchowni, ani feudałowie. Odżywają nie zabliźnione urazy do dumnej Austriaczki, która miała czelność uciec z Wersalu do pałacyku w Trianon i faworyzować ludzi znikąd.
Furorę robią drukowane mowy obrończe, a na rozprawę nadciągają tłumy żądne sensacji. Proces jeszcze zanim się rozpoczął zaczął przypominać teatralne widowisko.
Ekscesy obyczajowe, rozrzutność dworu i nieudolność króla, który stracił kontrolę nawet nad własną żoną. Tym żyje ulica i misterne oszustwo blednie w porównaniu z kampanią szyderstw pod adresem jego głównej ofiary. Władza chwieje się w posadach. Złota myśl Ludwika XIV, który szansę dla silnej monarchii widział w jej niedostępności i aurze tajemnicy, zostaje zapomniana, a w ferworze wydarzeń błoto spada na koronę, jej grzechy i niedostatki zostają wywleczone na światło dzienne.
W porównaniu z rozemocjonowaną ulicą sala sądowa jest bardzo powściągliwa w mieszaniu osoby królowej do brudnej sprawy. Ta ostrożność wzbudza jednak podejrzenia, a uprzedzonych do monarchini wręcz utwierdza w przekonaniu o czynnym udziale Marii Antoniny w aferze. Uliczne pospólstwo i arystokracja rodowa są zgodni, co do niewinności kardynała. Wątpliwości wzbudza tylko forma uniewinnienia. Całkowity brak winy ze strony dostojnika przyznawałby pośrednio rację jego rozumowaniu o skłonnościach królowej.
Ostateczny wyrok uwalnia kardynała od odpowiedzialności, a cała wina spada na niegodziwą Jeanne de La Motte. Zostaje skazana na chłostę, napiętnowanie jako złodziejka i dożywotnie więzienie. Wykonanie pierwszej części kary wzbudza poruszenie wśród mieszkańców Paryża. Wściekła kobieta zaciekle broni się przed piętnem hańby i w wyniku szarpaniny rozżarzone żelazo spadają na jej pierś zamiast na ramię.
Sympatia ludu zwraca się ku oszustce. Współczucie dla Jeanne to cios wymierzony w jej ofiarę, królową. Dystyngowane towarzystwo posuwa się do odwiedzin skazanej i zbierania dla niej pieniędzy. W tajemniczy sposób napiętnowana kobieta ucieka do Anglii. Nawet to opinia publiczna obraca przeciwko Marii Antoninie, przypisując sprawstwo samej władczyni, wdzięcznej wspólniczce za milczenie przed sądem.
W Londynie zbiegła więźniarka może liczyć na spore sumy za własną wersję wydarzeń. Wydaje więc wspomnienia, w których przedstawia się jako skrzywdzona niewinność, która w imię przyjaźni z królowa wzięła na siebie jej winę. Atmosferę skandalu umiejętnie podkręca sugerowaniem seksualnego podtekstu tej przyjaźni.
Perwersyjna królowa sprzedaje książkę, a Paryż zostaje zalany potokiem paszkwili, które wymieniają rzekomych kochanków Marii Antoniny. Królowa zostaje przedstawiona jako sprośne monstrum, gustujące jednakowo w mężczyznach i kobietach, w lokajach i książętach.
Afera przydaje splendoru jej prowodyrce ,a ograbia z honoru i godności ofiarę. Wybuch rewolucji otwiera przed Jeanne nowe możliwości. Poważni politycy rozważają możliwość wznowienia procesu z odwróceniem procesowych ról: panią de La Motte jako oskarżycielką i Marią Antoniną zasiadającą wśród oskarżonych. Śmiały plan uniemożliwia nieoczekiwana śmierć Jeanne, która w 1791 r. rzuca się z okna.
Tym samym epilog tej historii wybrzmiał nie akordem absurdu, a tragedii.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Afera naszyjnikowa cz. III



Źródło: Wikipedia

Drogocenny naszyjnik, który dał początek aferze był zachcianką zaślepionego namiętnością władcy. Ludwik XV postanowił podarować swej metresie, Madame du Barry błyskotkę godną jej urody i gorliwości, z jaką umilała mu ostatnie lata życia. Niespodziewana śmierć króla przyniosła kochance wygnanie z dworu, a jubilerom widmo bankructwa. W historii tego olśniewającego arcydzieła sztuki jubilerskiej spotkały się więc dwie przywary Burbonów: niepohamowana rozrzutność i rozwiązłość. Ironia losu sprawiła,że w opinii publicznej to nie następca króla przejął te zgubne wady, ale jego żona, Maria Antonina z dynastii Habsburgów.

"Nieoceniona przysługa"

Reputacja królowej przywiodła do niej zdesperowanych panów Boehmer i Bassenge, którzy jako nadworni jubilerzy ulokowali w drogocennej błyskotce cały swój kapitał. Wiedziona na pokuszenie Maria Antonina z żalem musiała odmówić. Zawrotna cena miliona sześćset tysięcy liwrów przeraziła nawet pobłażliwego dla jej zachcianek króla.
Pomocną dłoń wyciąga za to zaufana przyjaciółka królowej, pani de la Motte, która olśniona bezmyślnym przepychem naszyjnika układa w głowie kolejne zuchwałe oszustwo. Łatwowierność kardynała de Rohan zostaje poddana kolejnej próbie. Sługa Kościoła nie zawiódł jak dotąd rzekomej hrabiny, ale czy kosztująca fortunę błyskotka nie otrzeźwi go?
Hrabina przestawia mu historyjkę o najnowszym kaprysie niemądrej władczyni. Słynie z rozrzutności, czym ta jedna ekstrawagancja miałaby różnić się od tej, czy tamtej. By zmylić małżonka potrzebuje dyskretnego pośrednika i na podobny zaszczyt zaufania wybrała właśnie jego, kardynała.
Umowa zostaje sfinalizowana. Kardynał godzi się zapłacić 1 600 000 liwrów, rozłożonych na 4 raty. W ostatnim, spóźnionym geście ostrożności kardynał żąda pisemnego potwierdzenia od królowej. Sprytna oszustka ręką swego sekretarza umieszcza na umowie podpis królowej. Niezdarnie sfałszowany, błędnie sformułowany, jako Marie Antoinette de France, powinien zaalarmować człowieka biegłego w dworskich i dyplomatycznych zwyczajach. Aspirujący do stanowiska ministra kardynał, niegdyś poseł na austriackim dworze, nie zauważa pomyłki. Naszyjnik trafia w ręce Jeanne, która na oczach kardynała rozgrywa maskaradę. Wysłannik królowej, a w rzeczywistości obdarzony wieloma talentami, Retaux de Villette, zabiera klejnot.
Okazuje się on wielce kłopotliwy. Próba odsprzedania go paryskiemu jubilerowi po podejrzanie niskiej cenie kończy się interwencją policji. Magia nazwiska Valois nie traci jednak mocy i sprawa zostaje wyciszona. Oszuści są już ostrożniejsi i rozbierają naszyjnik na części, które spieniężają w londyńskich kantorach. Dla państwa de la Motte nastaje prawdziwy karnawał wystawności. Obnoszą się ze swym bogactwem przez wiele miesięcy, przekonani, że osoba kardynała stanowi wystarczającą ochronę.
W głowie dostojnika rodzą się wątpliwości. Temperatura uczuć Marii Antoniny do swego sługi nie drgnęła ani trochę, a jej smukłej szyi nie zdobi naszyjnik za przeszło milion liwrów. Hrabina wyjaśnia, iż królowa poczuła się dotknięta wygórowaną ceną i żąda jej zmniejszenia pod rygorem zwrotu naszyjnika. W tym momencie karty zaczynają się odwracać.
Jubilerzy przystają na warunki królowej, pisząc do niej pełen uniżenia list. Królowa nie rozumie jego treści, a w swym roztargnieniu i lekkomyślności zostawia sprawę własnemu biegowi. Natarczywość jubilerów daje się w końcu we znaki samej hrabinie de la Motte. Zręcznie przerzuca odpowiedzialność na kardynała, ujawniając jednocześnie,iż poręczenie królowej jest fałszywe.
Prowodyrka afery liczy na rozsądek kardynała, który, aby uniknąć skandalu i ośmieszenia zapłaci żądaną sumę. Wierzyciele wykazują się mniejszym wyrachowaniem i po prostu zakładają,że zamieszana w oszustwo królowa gwarantuje większą wypłacalność, niż kardynał.
Audiencja u królowej jest dla obu stron szokiem. Misterna intryga wychodzi na jaw, a urażona godność i majestat Marii Antoniny domagają się sprawiedliwości. Oburzenie króla nie ma granic i przesłania mu zdolność chłodnej kalkulacji.Postanawia dowodzić niewinności małżonki publicznie, otwierając tym drogę do głośnego debatowania nad moralnością królowej, o której ulica wyrobiła już sobie zdanie.
Niesłychany proces nad niesłychaną aferą ukaże światu dużo więcej, niż podłość grupki krętaczy i ograniczenie umysłowe wpływowego możnowładcy...

wtorek, 25 października 2011

Afera naszyjnikowa cz. II



Kolejna odsłona poczynań pomysłowej szajki nabiera rozmachu,a to za sprawą pewnego bardzo łatwowiernego i spragnionego łask sługi Kościoła. Odegra on w całej tej nieprawdopodobnej historii niewdzięczną rolę ofiary, która z radością wskakuje w zastawione na siebie sidła.

" O ludzkiej próżności i kapryśnej naturze łaski królewskiej"

Ofiara to kardynał de Rohan we własnej osobie. Wielki jałmużnik Francji, książę Kościoła o manierach libertyna. Ten bajecznie bogaty, cieszący się niezasłużoną estymą potomek jednego z najpotężniejszych rodów Francji jest zżerany przez ambicję. Marzy mu się tytuł pierwszego ministra. Ten jednak wymyka mu się z rąk za sprawą nieprzejednanej niechęci samej królowej.
Ładna i obrotna "hrabina" de la Motte bez trudu toruje sobie drogę do uszu i serca kardynała. Z niezachwianą pewnością siebie stawia się w pozycji pośredniczki między jej drogą przyjaciółką, królową a złaknionym łask kardynałem. Jej sekretarz i zarazem kochanek Retaux de Villette stwarza olśniewający zbiór korespondencji Marii Antoniny do hrabiny. Stąd już niedługa droga do nawiązania stosunków, na razie listownych między królową i kardynałem.
Oszuści pozwalają sobie na coraz więcej. Rozmiar ich fałszerstw rośnie w miarę, jak niebezpieczeństwo ich wykrycia staje się realną groźbą. Nawet łatwowierny głupiec nabrałby podejrzeń, gdy deklarująca w listach swoją przychylność królowa w osobistym zetknięciu pozostaje chłodna i niedostępna.Ponieważ na widok wiernego sługi żaden żywszy rys nie ożywia wyniosłego oblicza Marii Antoniny oszuści wpadają na ryzykowny pomysł. Odszukują sobowtóra, który w nocnej scenerii wersalskiego parku zaszczyci niecierpliwego kardynała namacalnym dowodem łaski.
Poszukiwania objęły teren ogrodu Palais Royal, wylęgarni prostytutek. Figurantka miała na imię Nicole i oficjalnie trudniła się pracą modystki, na boku dorabiając świadczeniem mniej niewinnych usług.
Spotkanie zaaranżowano nocą. Jak w komedii omyłek kardynał bije pokłony przed wystraszoną dziewczyną. Pouczona przez zleceniodawców bąka drżącym ze zdenerwowania głosem o przeszłości, która poszła w niepamięć i przyszłości znaczonej łaskami. Audiencja trwa chwilę, przerwana przez towarzyszy "królowej" ostrzeżeniem o niepożądanych widzach.
Uradowany kardynał, wyprowadzony w pole, jak dziecko bez mrugnięcia okiem spełnia zachcianki swej możnej protektorki. Ustami "hrabiny" domaga się ona 50 000 liwrów na wyratowanie z kłopotów pewnych nieszczęśników- de Rohan natychmiast składa rzeczoną sumę na ręce hrabiny.
Apetyt oszustów rośnie. Ofiara nie zadaje żadnych pytań, nie postanie mu nawet w głowie myśl dlaczegóż to królowa Francji powierza właśnie jemu swoje finansowe kłopoty, żądając coraz więcej i więcej.
Ufny dostojnik płaci za bajeczne życie hrabiny. Jej dziecięce rojenia stają się rzeczywistością. Nabywa okazałą rezydencję w Bar-sur-Aube, w której czuje się wreszcie wielką damą. Najznakomitsze towarzystwo zabiega o jej przyjaźń. Niespodziewany sukces przytępi jednak instynkt oszustki, a chciwość kolejny raz przesunie granicę zuchwałości w zwodzeniu naiwnych. Tym razem ucierpi nie tylko kieszeń i duma kardynała, ale o swoją godność upomni się królowa Francji...

poniedziałek, 26 września 2011

Afera naszyjnikowa cz. I


Zuchwałe oszustwo, które historycy lubią przyrównywać do przysłowiowej kropli, która przelała kielich przedrewolucyjnej goryczy i wzmogła nastroje antymonarchistyczne we Francji, stało się popularnym motywem literackim i filmowym. Historia, przy której bledną dokonania scenarzystów z Hollywood, wydarzyła się naprawdę, a początek miała w zawiedzionych ambicjach ubogiej potomkini królewskiego rodu.

"Szczęśliwe przypadki pewnej awanturnicy"

Całym majątkiem rodziny de Saint-Remy była przebrzmiała chwała przodków i pokrewieństwo z dynastią Walezjuszy, której panowanie poprzedzało bezpośrednio rządy Burbonów. Dumnie brzmiące koligacje były jednak niewystarczające, by zapewnić sobie godziwe życie i Jacques de Saint-Remy, utracjusz i bankrut, swym pijaństwem i kłusownictwem wpędzał tylko rodzinę w dalsze kłopoty. Po jego śmierci córka Jeanne zmuszona była utrzymywać się z żebrania, co nie przeszkodziło jej w pielęgnowaniu swych dalekosiężnych ambicji. Determinacja, z jaką podkreślała poniżenie potomkini królewskiego rodu ściągnęła w końcu uwagę litościwej duszy. Była nią markiza de Boulainvilliers, która w odruchu współczucia dla sieroty umieściła ją w pensjonacie dla dziewcząt. Jeanne próbowała sił w różnych zawodach: terminowała w pracowni krawieckiej, pracowała jako praczka, bieliźniarka, wreszcie trafiła do klasztoru dla szlachcianek. Dni wypełnione pracą i modlitwą nie przystawały do wyobrażeń Jeanne o życiu godnym krwi Walezjuszy, opuściła więc klasztor i szybko zawarła znajomość z oficerem żandarmerii, Nicolasem de la Motte. Para pobrała się i na świat przyszły bliźnięta. Zapobiegliwa pani domu odnowiła stare znajomości i wystarała się u markizy de Boulainvilliers o audiencję z kardynałem de Rohan. Za jego wstawiennictwem małżonek Jeanne awansował na rotmistrza w pułku dragonów. Protekcja możnych do tego stopnia podniosła parę na duchu, że pan de la Motte sam obwołał się hrabią. Jego żona postanowiła dochodzić swoich praw jako potomkini Walezjuszy w samym Wersalu. Jednakże rezydenci królewskiego dworu nie mają tak miękkich serc, jak markiza i dramatyczne omdlenia, czy łzawe historyjki sprzedawane gapiom nie robią na nich najmniejszego wrażenia. Pozostała jeszcze spora grupa nie mająca styczności z Wersalem i nie obeznana w jego zwyczajach. Ta jest podatna na bajki Jeanne, która rozpowiada o serdecznym przyjęciu jej przez samą Marię Antoninę. Z mężem prowadzą w ten sposób grę pozorów, która umożliwia im dostatnie życie na kredyt. Hrabina tworzy wokół siebie mały dwór i zatrudnia sekretarza, Retaux de Villette. Drobne oszustwa i zbywanie dobijających się do drzwi wierzycieli przestają jednak wystarczać. Szykują wielki skok.

piątek, 29 stycznia 2010

Historia magistra vitae



Jestem świeżo po lekturze "Wątpliwości Salaiego" autorstwa pary Monaldi i Sorti. Jest to niezwykle wciągająca powieść, napisana dowcipnym,soczystym językiem, której bohaterami są Leonardo da Vinci, jego przybrany syn Salai i ...Rzym czasów Odrodzenia. Konkluzja książki może się wydać wielu czytelnikom, zwłaszcza tym obeznanym w historii, dość zaskakująca. Autorzy postawili śmiałą tezę,iż czarna legenda papieża Aleksandra VI to wynik zakrojonej na szeroką skalę kampanii oszczerstw,a historia pisana jest nie tyle przez zwycięzców, co fałszerzy.
Zostawiając na boku papieża Borgię i jego skalany wizerunek, warto zastanowić się , na ile nasze wyobrażenia o postaciach i wydarzeniach historycznych są poparte rzetelną informacją, a na ile są wypadkową stereotypów i zakłamań.
Dobrym przykładem jest tu Maria Antonina,najsłynniejsza królowa Francji, ofiara czarnej propagandy swoich wrogów. Niezliczone pamflety drukowane za jej życia przedstawiały ją jako współczesną Messalinę, "Madame Deficyt" odpowiedzialną za katastrofalny stan finansów państwa, bezduszną tyrankę szydzącą z głodujących poddanych.
Zakładanie ,że ekstrawagancje jednej królowej mogą zrujnować budżet mocarstwa jest samo w sobie absurdalne; nie trzeba wielkich badań naukowych,by udowodnić,że odpowiedzialność za zły stan państwa ponosiła przestarzała i nieefektywna administracja, nieudolni ministrowie i kosztowna kampania wojenna przeciwko Wielkiej Brytanii.
Pogłoski o wynaturzonej seksualności Marii Antoniny ( podczas procesu postawiono jej zarzut kazirodczych stosunków z synem) również wydają się mieć źródło w wybujałej wyobraźni oszczerców.
Najbardziej chyba znany epizod składający się na czarną legendę królowej, a więc słynne "niech jedzą ciastka" w odpowiedzi na brak chleba dla Paryżan, okazał się anegdotą stworzoną na długo przed narodzinami Antoniny. Podobną bezduszność przypisywano kilku księżniczkom.
Warto więc przy okazji ferowania wyroków pamiętać,iż historia nierzadko jest po prostu historyjką.

piątek, 6 listopada 2009

W poszukiwaniu raju


Wśród osiemnastowiecznych elit bardzo modne było zachwycanie się naturą i prostym życiem. To powierzchowne zainteresowanie miało swoje przełożenie w modzie ( szalenie popularny styl "pasterki"), literaturze (sielanki), ogrodnictwie (kompleksy pałacowe otaczano ogrodem imitującym dziką, nieokiełznaną ręką człowieka przyrodę), wreszcie w architekturze.
Prekursorką budowania domków na odludziu była sama Maria Antonina, dla której zbudowano słynne Petit Hameau. W tej sztucznej wiosce królowa Francji mogła w spokoju oddawać się wiejskim pracom. Jeżeli dodamy do tego jej małżonka, zapalonego kowala-amatora, rysuje nam się dość absurdalny obraz monarchii.
Widok królowej z rodu Habsburgów, która doi krowy mógłby w dzisiejszych czasach posłużyć za specyficzne posunięcie PR-owskie, ale w realiach przedrewolucyjnych był on odebrany , jako kpina i obraza powagi majestatu. Wieśniakami i ich odczuciami nikt się naturalnie nie przejmował, choć wątpię, czy nazwaliby oni schludne i dobrze zaopatrzone schronienie ekstrawaganckiej władczyni za wierne odwzorowanie własnych warunków bytowych.
Ta dopasowana do infantylnych wyobrażeń prostota dużo mówi o arystokracji, która chętnie bawiła się w prostych ludzi, ale nigdy się nad nimi samymi i ich problemami nie pochyliła.

sobota, 8 listopada 2008

Maria w trzech odsłonach

O zmarłych mówi się tylko dobrze, a jeśli nie ma ku temu podstaw należy zachować milczenie. Ta szlachetna zasada nie obowiązuje w przypadku osób , które w jakiś sposób zaznaczyły swoją obecność w zbiorowej pamięci kolejnych pokoleń . Cena za tą nieśmiertelność jest wysoka. Świadomość, że dana osoba należy do historii, a więc pośrednio do każdego, kto zadał sobie trud ją poznać , kusi do ferowania wyroków i ocen moralnych. I to bez względu na okoliczności przemawiające przeciw takiemu procederowi: upływ czasu , który zaciera prawdę, demonizuje ją lub sztucznie uwzniaśla; brak możliwości wysłuchania obrony drugiej strony; różnice mentalności , które czynią zrozumienie motywów kierujących naszymi pradziadami praktycznie niemożliwym. ,
Maria Antonina nie cieszy się najlepszą opinią. Można się spierać ,na ile winę ponosi tu sama zainteresowana, a na ile stanowi to zasługę jej wrogów, którzy zadbali, by odeszła ze świata z reputacją francuskiej Messaliny. Na przestrzeni ponad 200 lat różni historycy i pisarze podejmowali się odtworzenia w swych pracach rzeczywistego obrazu królowej Francji. Rezultaty ich wysiłków pokazują jak ciężko jest choćby zbliżyć się do prawdy bez popadania w krzywdzące stereotypy i uprzedzenia.
W Polsce informacje o Marii Antoninie można znaleźć w następujących pozycjach:
"Ludwik XVI" Jana Baszkiewicza. Nie do końca traktuje o samej królowej, ale występują w niej wzmianki o jej roli na dworze i odbiorze społecznym jej osoby. Autor nie oszczędza Marii, wytyka jej nielojalność względem męża ( nie chodzi tu o zdrady, a o wyśmiewanie go i nazywanie "człowiekiem z drewna"), rozrzutność i niefrasobliwość. Wyczuwa się niechęć i brak zrozumienia dla młodziutkiej, rozpieszczonej dziewczyny( w chwili ślubu miała 15 lat), która nagle znalazła się w nieprzychylnym jej , w gruncie rzeczy, kraju i już na samym wstępie została narażona na niewybredne , okrutne szyderstwa dotyczące intymnej strony jej małżeństwa, a mówiąc ściślej jej zupełnego braku.





"Maria Antonina" Stefana Zweiga. Zbeletryzowana biografia z lat 30 XX wieku. Napisana barwnym językiem , z lekką nutą ironii przygląda się królowej i jej otoczeniu. Dla Zweiga Maria jest zarazem ofiarą historii , która zaprowadziła ja na szafot, ale i w pewnym sensie jej dłużniczką, gdyż to właśnie ona wydobyła ją z mroków zapomnienia, gdzie egzystowałaby razem z innymi przebrzmiałymi księżniczkami. Zweig podsumowuje swoją bohaterkę pobłażliwie i z pewną dozą sympatii jako przeciętna, ani dobrą, ani złą. Gdyby nie rewolucja , podzieliłaby los swoich poprzedniczek, których jedyną zasługą było urodzenie się w odpowiedniej rodzinie i noszenie z godnością korony na swych skroniach. Nowością jest analiza zachowania królowej pod kątem jej doświadczeń erotycznych. Autor stawia tezę, że rozrzutność, nerwowość i lekkomyślność młodej monarchini mogła mieć podłoże w niespełnieniu seksualnym, na jakie narażał ją przez kilka pierwszych lat małżeństwa nieporadny król. Jest to wyraźny wpływ teorii Zygmunta Freuda.





"Maria Antonina. Podróż przez życie"Antonii Fraser. Jedyna w tym gronie biografia napisana przez kobietę i zarazem najbardziej empatyczna z nich wszystkich.
Autorka sympatyzuje ze swoja bohaterką, broni ją przed fałszywymi zarzutami, nie przekraczając nigdy granicy dzielącej przywiązanie do opisywanej postaci od historycznej manipulacji faktami. Książka napisana jest przyjemnym, bogatym w detale językiem, który zadowoli wszystkich tych, którzy słowo historia kojarzą z nudnymi lekcjami w szkole. Znakomita jako klasyczna biografia z dokładnym podziałem na etapy "podroży życia" , pozycja ta stanowi również kopalnię wiedzy o XVIII wieku.

czwartek, 30 października 2008

Historia pewnej sukienki


Maria Antonina jako ikona stylu przeżywa obecnie swój renesans. Już za życia stała się sławna dzięki swym ekstrawagancjom , które odcisnęły piętno na całej epoce. Tragiczny koniec królowej uczynił z niej postać niemal legendarną.
Przeciętny odbiorca kojarzy ją z przesadą właściwą XVIII stuleciu, a więc z absurdalnie wypiętrzonymi, pokrytymi pudrem perukami, monstrualnych rozmiarów sukniami i mało estetycznym makijażem, który generalnie sprowadzał się do groteskowo uróżowionych policzków na nienaturalnie białej skórze.
Jest to jednak tylko część wizerunku Marii Antoniny. Mało kto zdaje sobie sprawę z niechęci królowej do etykiety i wszelkiej pompatyczności. W pewnym momencie swojej przygody z modą Maria stała sie orędowniczką przywrócenia jej naturalności. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach jej intencje zostały błędnie odczytane, a na królową padł cień skandalu.
Zaczęło się niewinnie , a mianowicie od obrazu E. Vigee Le Brun zatytułowanego "La Reine en Gaulle", wystawionego publicznie w 1783 r. Zrywał on z tradycyjną formą przedstawiania monarchów , uwypuklającą ich wielkość przez udekorowanie klejnotami, kosztownymi tkaninami i obficie upudrowaną peruką. Tymczasem młodziutka władczyni Francji , odziana w zwiewną muślinową sukienkę, urzeka swa świeżością i bezpretensjonalnym wdziękiem . Wzbudza zachwyt, nie czołobitny respekt dla swego majestatu.
Oburzyło to Francuzów, którzy odczytali portret jako zamach na uświęconą tradycję. Oskarżano królową,że ma na sobie strój pokojówki; pojawiły się nawet podejrzenia , że Antonina pozowała w koszuli nocnej, co wpisywało się doskonale w nurt uporczywego zarzucania jej rzekomej rozwiązłości. Niektórzy odebrali obraz jeszcze głębiej: miał on przekraczać niebezpiecznie granicę dzielącą poddanych od ich suwerenów. W czasach fermentu społecznego, przygotowującego podwaliny pod rewolucję, ten ostatni zarzut brzmi szczególnie mocno.
Dziś wizerunek ten nie budzi już kontrowersji. Jest świadectwem urody Marii Antoniny, przykładem niezwykłego talentu francuskiej portrecistki, a także nieśmiałą zapowiedzią nadejścia prostoty w ubiorze początku XIX wieku.