Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 stycznia 2010

Oblicza mody #3



"Madame Raymond de Verninac", Jacques-Louis David,1798r.

niedziela, 24 stycznia 2010

W pogoni za ideałem


Dążenie do poprawiania mankamentów urody jest wspólne wszystkim epokom. Różne są tylko środki wiodące ku nieosiągalnemu ideałowi. Czytając o sposobach na skorygowanie błędów Matki Natury można się, a nawet wypada wzdrygnąć z obrzydzeniem i niedowierzaniem. Temat ten obrazuje również, że gdy w grę wchodzi pogoń za młodością i pięknem "rozum śpi i budzą się demony", bez względu na to w jak bardzo rozwiniętym społeczeństwie żyjemy. Trudno bowiem uznać wstrzykiwanie sobie jadu kiełbasianego za jakiś szczególny postęp w kwestii zdrowego rozsądku.
Oto w jakie rejony ludzkiej pomysłowości (graniczącej z głupotą) zaprowadziła naszych przodków próżność:

1. Bielidło z rtęci i ołowiu
By uzyskać efekt nieskazitelnej jasnej cery zarówno mężczyźni, jak i kobiety nakładali na twarz grubą warstwę bielidła, w którego składzie znajdowały się między innymi rtęć, ołów, ocet i białko jajka. Mieszanka była trująca i tworzyła na skórze szpecące blizny. By je ukryć wynaleziono kolejny genialny "upiększacz" w postaci muszek, czyli plasterków o fantazyjnych kształtach.

2. Błękitnidło
Pod tą dziwaczną nazwą kryła się farbka, której modne damy używały do zaznaczenia delikatnych żyłek na policzkach i skroniach. Czyżby aluzja do teorii błękitnej krwi?

3. Upuszczanie krwi
Powszechna metoda na niemal każde schorzenie okazywała się wielce przydatna dla tych wszystkich fanatyków białej cery,którym sam puder już nie wystarczał. Do zabiegu używano pijawek.

4. Wyciąg z wilczej jagody (belladonny)
Kobiety używały wyciągu z rośliny do rozszerzenia źrenic i nadania im blasku


sobota, 31 października 2009

Modne tortury

Zgłębianie historii osiemnastowiecznej mody przypomina czasem czytanie o wymyślnych narzędziach tortur. Zawszone peruki, deformujące gorsety , czy też panier czyniące ze zwykłej czynności siadania skomplikowany proces to już klasyczne przykłady ludzkiej pomysłowości w utrudnianiu sobie życia. Do tej listy śmiało można zaliczyć eleganckie pantofelki rodem z XVIII wieku. Obuwie nie było w ogóle dostosowywane do kształtu stopy, zaś w butach na obcasach cały ciężar spoczywał na palcach. Po domu noszono tzw. mulety, których cechą charakterystyczną był brak pięt ( przykład widoczny powyżej ).
Koniec XVIII wieku był już o wiele łaskawszy dla kobiecych stóp , które z ulgą porzuciły obcasy dla płaskiej podeszwy.

Na prawdziwe westchnienie ulgi przyszło im jednak czekać ,aż do wieku XX, gdy ktoś wpadł na genialny pomysł robienia butów z listwą usztywniającą podeszwę na podbiciu.

środa, 23 września 2009

Anglomania i sarmaci


Wiek XVIII wyznaczał kres hegemonii Francji w dziedzinie mody i kultury. Nowy wiek miał pozostawać głównie w orbicie wpływów brytyjskich. Anglomania dotarła również nad Wisłę, przede wszystkim za sprawą kosmopolitycznie nastawionej arystokracji, która upowszechniała napotkane w podróżach wzory. Trzeba jednak powiedzieć, że naśladownictwo to było dość powierzchowne. Jak zauważył bowiem Fryderyk Schulz:
" Z angielskimi panami i bogaczami polscy to mają wspólnego, że równie im wiele chodzi o konie i ekwipaże, że też grę wysoką lubią, za Herkulesów u kobiet chcą uchodzić, jedzą i piją wiele, lecz za to ochoty do zakładów, do budowy wspaniałych domów wiejskich, starania o najwykwintniejsze wygody,o prostotę stroju, zimnego obejścia i zamiłowania w nauce nie mają."
( "Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców")




niedziela, 25 stycznia 2009

Dyskretny urok mąki na głowie

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli XVIII wieku jest peruka. Pudrowane gniazdko dla wszelkiego rodzaju żyjątek, na czele z wszami. Stała się ona nieodłącznym elementem ubioru dużo wcześniej, bo w XVII wieku, ale to właśnie wiek rozumu nadał temu , cokolwiek pożytecznemu, wynalazkowi groteskową formę.


Poniżej kilka filmowych portretów w pudrowanych perukach:

Lucille Ball jako madame Du Barry; hollywoodzka nonszalancja w starciu z realiami epoki o tytuł bardziej upiornej.

Theda Bara w roli madame Du Barry; jeżeli przeraziło cię pierwsze zdjęcie, przy tym masz okazję dziękować modzie za nieustanny postęp.

Keira Knightley jako Georgiana Cavendish; to dzięki tej pani ( Georgianie ,rzecz jasna)
modne Angielki poznały uroki wypiętrzonych kokonów na głowie.

Jane Seymour jako Maria Antonina; mina tej pani mówi sama za siebie

sobota, 15 listopada 2008

Złoty wiek, cz. II (1870 -1890)

Lata siedemdziesiąte przynoszą zmierzch krynoliny. Obcisły stanik przechodzi w spódnicę, wydłużoną z tyłu w tren. Nowością są draperie opasujące biodra i upinane poniżej talii. Podkreślone są biodra kobiety. Spiętrzone draperie i ozdoby dają początek tzw. tiurniurze. Stroje są wręcz przeładowane sztucznymi koronkami i wszelkiego rodzaju ozdobami pasmanteryjnymi.



Tiurniury lat osiemdziesiątych są już bardzo wymyślne. Nie jest to już draperia, ale stelaż w kształcie podkowy, przepasywany tuz pod talią. Na tej konstrukcji upinano spódnice oraz ozdoby. Dziś trudno zrozumieć fascynację tym wynalazkiem. Sylwetka wydawała sie w niej po prostu zdeformowana . Uczesania epoki nie ustępowały strojom : nad czołem i wokół twarzy trefiono włosy w małe loczki, z tyłu głowy nosząc zawiłe warkocze i sploty. Kapelusze zdobiono obficie koronkami, piórami i kwiatami.



Tiurniura znika w 1890 r., kiedy to do mody zaczyna przenikać styl art nouveau . Kobieca sylwetka przypomina literę S, gorset cofa linię bioder, jednocześnie wypinając do przodu gors. Kapelusze są coraz większe i ozdobniejsze. Spódnice charakteryzuje powłóczystość ; stanik, choć obcisły nabiera wizualnie lekkości za pomocą licznych falbanek. Fryzury są swobodniejsze, popularne stają się falujące włosy. Biżuteria i hafty czerpią inspiracje ze świata przyrody. Moda fin de siecle'u , choć nadal uwięziona w gorsetach i halkach, urzeka zwiewnością i naturalnym wdziękiem.

piątek, 14 listopada 2008

Złoty wiek, cz. I (1800-1860)

Wiek XIX był pod wieloma względami rewolucyjny. Podobnie rzecz ma się z ówczesną modą, która odbijała panującą moralność, sytuację ekonomiczną i techniczną społeczeństw.
Rewolucja francuska odcisnęła swe piętno na niemalże każdym aspekcie życia. Również ubiór znalazł sie pod jej przemożnym wpływem. Ancien regime odszedł w mroki historii pociągając za sobą pudrowane peruki, drapowane na ogromnych stelażach spódnice i na pewien czas uwolnił kobiety od tortur gorsetu. Nowy porządek odciął się wyraźnie od przeszłości, wprowadzając w miejsce ostentacyjnego przepychu prostotę i naturalne piękno. Kierunek zmianom wyznaczyła , widoczna w architekturze i literaturze ,fascynacja antykiem. Zwiewne , odcinane lub przepasywane tuż pod biustem suknie wyraźnie wzorowano na greckich chitonach. Modnym uczesaniem stały się luźno upięte loki, sprawiające nawet wrażenie lekko potarganych.
Tzw. moda empirowa , w Wielkiej Brytanii znana pod nieco zmodyfikowaną postacią jako regencyjna, wprowadziła pewne wymogi odnoszące się do sylwetki. Dotychczasowa moda była pod tym względem niezwykle łaskawa, zakrywając każdą niedoskonałość figury. Tymczasem wysoko odcinana talia prezentowała się dobrze tylko na smukłej sylwetce. Panie o przeciętnej, krępej budowie sprawiały wrażenie ciężkich, nawet grubych.



Strój lat dwudziestych odchodzi od lekkości kroju, choc nadal widoczna jest podwyższona talia i prosta linia. Przybywa ozdób w postaci falbanek, koronek i różnych przybrań, które mają dawać efekt powiewności.



Lata trzydzieste powoli przywracają talii smukłość. By ją podkreślic spódnice stają się coraz szersze i bardziej dekoracyjne. Krój sukni poszerza linię ramion, a bufiaste rękawy osiągają rozmiary wręcz karykaturalne. Uczesanie zatraca prostotę na rzecz skomplikowanych plecionek na czubku głowy, którym towarzyszą okalające twarz loki. Sylwetka kobieca traci swą naturalność. Pojawiają się pantalony, widoczne zarówno u dzieci, jaki i u dorosłych kobiet.



Lata czterdzieste przynoszą triumf delikatnej, niemalże kruchej sylwetki. Stroje akcentują spadzistość ramion i smukłość talii. Fryzury zyskują na prostocie: pęki loków na skroniach ustępują miejsca łagodnie opadającym puklom .



Połowa stulecia wprowadza do mody krynolinę, czyli rodzaj klatki , na której upinano spódnice. Sylwetka kobieca nabiera pewnego majestatu, wzmocnionego przez niezwykle ciasne sznurowanie talii. Ogromne krynoliny wypromowały z konieczności zakrywające całą postać szale, które zastąpiły wierzchnie okrycia.



Apogeum imponujących rozmiarem krynolin przypada na początek lat sześćdziesiątych. Ich niepraktyczne wielkości stopniowo ulegają zmniejszeniu, wydłużając się za to z tyłu. Krynoliny królują przez całe dziesięciolecie, zadomowiając się zarówno na salach balowych, jak i w domowych pieleszach.





czwartek, 30 października 2008

Historia pewnej sukienki


Maria Antonina jako ikona stylu przeżywa obecnie swój renesans. Już za życia stała się sławna dzięki swym ekstrawagancjom , które odcisnęły piętno na całej epoce. Tragiczny koniec królowej uczynił z niej postać niemal legendarną.
Przeciętny odbiorca kojarzy ją z przesadą właściwą XVIII stuleciu, a więc z absurdalnie wypiętrzonymi, pokrytymi pudrem perukami, monstrualnych rozmiarów sukniami i mało estetycznym makijażem, który generalnie sprowadzał się do groteskowo uróżowionych policzków na nienaturalnie białej skórze.
Jest to jednak tylko część wizerunku Marii Antoniny. Mało kto zdaje sobie sprawę z niechęci królowej do etykiety i wszelkiej pompatyczności. W pewnym momencie swojej przygody z modą Maria stała sie orędowniczką przywrócenia jej naturalności. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach jej intencje zostały błędnie odczytane, a na królową padł cień skandalu.
Zaczęło się niewinnie , a mianowicie od obrazu E. Vigee Le Brun zatytułowanego "La Reine en Gaulle", wystawionego publicznie w 1783 r. Zrywał on z tradycyjną formą przedstawiania monarchów , uwypuklającą ich wielkość przez udekorowanie klejnotami, kosztownymi tkaninami i obficie upudrowaną peruką. Tymczasem młodziutka władczyni Francji , odziana w zwiewną muślinową sukienkę, urzeka swa świeżością i bezpretensjonalnym wdziękiem . Wzbudza zachwyt, nie czołobitny respekt dla swego majestatu.
Oburzyło to Francuzów, którzy odczytali portret jako zamach na uświęconą tradycję. Oskarżano królową,że ma na sobie strój pokojówki; pojawiły się nawet podejrzenia , że Antonina pozowała w koszuli nocnej, co wpisywało się doskonale w nurt uporczywego zarzucania jej rzekomej rozwiązłości. Niektórzy odebrali obraz jeszcze głębiej: miał on przekraczać niebezpiecznie granicę dzielącą poddanych od ich suwerenów. W czasach fermentu społecznego, przygotowującego podwaliny pod rewolucję, ten ostatni zarzut brzmi szczególnie mocno.
Dziś wizerunek ten nie budzi już kontrowersji. Jest świadectwem urody Marii Antoniny, przykładem niezwykłego talentu francuskiej portrecistki, a także nieśmiałą zapowiedzią nadejścia prostoty w ubiorze początku XIX wieku.

poniedziałek, 27 października 2008

Blade jest piękne


Mimo, iż piękno jest nieśmiertelne jego atrybuty zmieniają się z każdym nowym pokoleniem. Ileż to razy zdarza się, że patrzymy na portret jakiejś słynnej niegdyś piękności i z niedowierzaniem podsumowujemy ją jako paskudną. Swoją drogą ciekawe czy taki los spotka np. Angelinę Jolie , której oryginalna uroda nijak się ma do klasycznej regularności rysów. A to właśnie symetria twarzy wydaje się być jedyną pewną przepustką do galerii ponadczasowo pięknych.
Przez wiele stuleci symbolem powabu i szlachetnego urodzenia były "blade lica". Zarówno w poezji jak i w powieściach , aby uwypuklić piękno kobiety nagminnie stosowano określeń typu mleczna, alabastrowa cera, nie gardzono tez porównaniami do kości słoniowej. Ciemna, ogorzała twarz znamionowała niskie pochodzenie i podkreślała brzydotę osoby.
U podstaw tego żywego zamiłowania do bladego oblicza leżała próżność i ekskluzywizm dobrze urodzonych. Wraz z rozwarstwieniem się społeczeństwa na stany pojawiła się potrzeba wyraźnego podkreślenia zajmowanej pozycji swym ubiorem i wyglądem. Arystokracja i zamożne mieszczaństwo obnosiły swe nietknięte słońcem twarze , gdyż odróżniały ich one od pospólstwa zmuszonego spędzać całe dnie na pracy w polu czy przy zwierzętach.
Nie oznaczało to oczywiście, że eleganckie damy , w imię zachowania jasnej karnacji , wegetowały w swych pałacach ograniczając kontakt ze światem zewnętrznym do niezbędnego minimum. Wprost przeciwnie. Spacery i rozrywki na świeżym powietrzu były zalecane nie tylko jako zdrowy, ale i modny sposób spędzenia wolnego czasu. Cieszono się więc orzeźwiającą aurą, skrupulatnie zabezpieczając ciało przed dotykiem słońca. Niezbędnym dodatkiem stała się więc parasolka, rękawiczki i jakieś nakrycie głowy.
XX wiek zmienił postrzeganie modnej kobiety jako delikatnej i bladej, na rzecz swobodnej i opalonej. Jednakże w świetle naszej obecnej wiedzy o szkodliwości promieni słonecznych , czas triumfu opalenizny ma się chyba ku końcowi. Może warto byłoby wrócić do sprawdzonych wzorów z przeszłości ...



Obraz pochodzi z Ackermann’s: Ackermann’s Costume Plates: Women’s Fashions in England, 1818-1828