
"Madame Raymond de Verninac", Jacques-Louis David,1798r.
Dążenie do poprawiania mankamentów urody jest wspólne wszystkim epokom. Różne są tylko środki wiodące ku nieosiągalnemu ideałowi. Czytając o sposobach na skorygowanie błędów Matki Natury można się, a nawet wypada wzdrygnąć z obrzydzeniem i niedowierzaniem. Temat ten obrazuje również, że gdy w grę wchodzi pogoń za młodością i pięknem "rozum śpi i budzą się demony", bez względu na to w jak bardzo rozwiniętym społeczeństwie żyjemy. Trudno bowiem uznać wstrzykiwanie sobie jadu kiełbasianego za jakiś szczególny postęp w kwestii zdrowego rozsądku.
Oto w jakie rejony ludzkiej pomysłowości (graniczącej z głupotą) zaprowadziła naszych przodków próżność:
1. Bielidło z rtęci i ołowiu
By uzyskać efekt nieskazitelnej jasnej cery zarówno mężczyźni, jak i kobiety nakładali na twarz grubą warstwę bielidła, w którego składzie znajdowały się między innymi rtęć, ołów, ocet i białko jajka. Mieszanka była trująca i tworzyła na skórze szpecące blizny. By je ukryć wynaleziono kolejny genialny "upiększacz" w postaci muszek, czyli plasterków o fantazyjnych kształtach.
2. Błękitnidło
Pod tą dziwaczną nazwą kryła się farbka, której modne damy używały do zaznaczenia delikatnych żyłek na policzkach i skroniach. Czyżby aluzja do teorii błękitnej krwi?
3. Upuszczanie krwi
Powszechna metoda na niemal każde schorzenie okazywała się wielce przydatna dla tych wszystkich fanatyków białej cery,którym sam puder już nie wystarczał. Do zabiegu używano pijawek.
4. Wyciąg z wilczej jagody (belladonny)
Kobiety używały wyciągu z rośliny do rozszerzenia źrenic i nadania im blasku
Zgłębianie historii osiemnastowiecznej mody przypomina czasem czytanie o wymyślnych narzędziach tortur. Zawszone peruki, deformujące gorsety , czy też panier czyniące ze zwykłej czynności siadania skomplikowany proces to już klasyczne przykłady ludzkiej pomysłowości w utrudnianiu sobie życia. Do tej listy śmiało można zaliczyć eleganckie pantofelki rodem z XVIII wieku. Obuwie nie było w ogóle dostosowywane do kształtu stopy, zaś w butach na obcasach cały ciężar spoczywał na palcach. Po domu noszono tzw. mulety, których cechą charakterystyczną był brak pięt ( przykład widoczny powyżej ).
Na prawdziwe westchnienie ulgi przyszło im jednak czekać ,aż do wieku XX, gdy ktoś wpadł na genialny pomysł robienia butów z listwą usztywniającą podeszwę na podbiciu.

" Z angielskimi panami i bogaczami polscy to mają wspólnego, że równie im wiele chodzi o konie i ekwipaże, że też grę wysoką lubią, za Herkulesów u kobiet chcą uchodzić, jedzą i piją wiele, lecz za to ochoty do zakładów, do budowy wspaniałych domów wiejskich, starania o najwykwintniejsze wygody,o prostotę stroju, zimnego obejścia i zamiłowania w nauce nie mają."
( "Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców")



Lucille Ball jako madame Du Barry; hollywoodzka nonszalancja w starciu z realiami epoki o tytuł bardziej upiornej.
Theda Bara w roli madame Du Barry; jeżeli przeraziło cię pierwsze zdjęcie, przy tym masz okazję dziękować modzie za nieustanny postęp.
Keira Knightley jako Georgiana Cavendish; to dzięki tej pani ( Georgianie ,rzecz jasna)
Jane Seymour jako Maria Antonina; mina tej pani mówi sama za siebie









