niedziela, 29 marca 2009

Zawód: dżentelmen


We współczesnym świecie słowo dżentelmen funkcjonuje na peryferiach języka potocznego dla określenia mężczyzny wyróżniającego się wysoką kulturą osobistą. Będące kalką z języka angielskiego , w polskich warunkach ma raczej humorystyczne zabarwienie.
W czasach Jane Austen było traktowane bardzo poważnie , jako wyróżnik nie tyle dobrego wychowania, co urodzenia w klasie posiadaczy ziemskich. Nienaganne maniery i błyskotliwy umysł nie stanowiły wystarczającej legitymacji do noszenia tego miana. Szukając odpowiednika w polskim nazewnictwie historycznym , najbliżej mu chyba do pojęcia ziemianina.
Rozpropagowany w osiemnastowiecznej Europie pod wpływem anglomanii, styl życia wiejskiego dżentelmena był wręcz ostentacyjnie powściągliwy. Stereotyp Brytyjczyka jako flegmatycznego, nieco aroganckiego osobnika o specyficznym poczuciu humoru jest spuścizną po epoce wiktoriańskiej, ale to w czasach Oświecenia angielskie obyczaje, moda , literatura zaczęły stanowić synonim postępu .
Utrzymywanie się z czynszów dzierżawnych miało jednak swoje granice, wyznaczane przez prawo dziedziczenia i gospodarczy rozwój kraju. Posiadłości ziemskie przechodziły najczęściej na najstarszego syna . Młodsi synowie musieli ,więc zadbać o swój byt wybierając zawody tradycyjnie uznawane za odpowiednie dla dżentelmenów. Do wyboru mieli karierę w armii, marynarce, kościele lub prawie. Co ciekawe , profesja medyka, czy aptekarza nie cieszyła się szczególnym poważaniem i była postrzegana w kategoriach handlowych. Jeśli zaś już mowa o handlu , to uprzedzenia wobec ludzi parających się nim ustąpiły dopiero u szczytu rewolucji przemysłowej, w drugiej połowie XIX wieku.
Największym prestiżem cieszyła się armia, oferująca nie tylko nimb bohaterstwa i status obrońcy kraju, ale i wymierne korzyści pozwalające na komfortowe życie. Dostanie się w szeregi oficerów niosło za sobą jednak spore koszty związane z wykupieniem patentu oficerskiego.
Kariera prawnicza miała z kolei wiele odcieni. Prowincjonalny adwokat był mniej szanowany niż jego kolega po fachu prowadzący kancelarię w Londynie. Odniesienie sukcesu w stolicy wymagało bowiem nie tylko umiejętności , ale i posiadania solidnego zaplecza finansowego oraz cennych znajomości.
Zawód duchownego , choć szlachetny, w XVIII wieku stracił wiele ze swego autorytetu. Wynikało to nie tylko z tendencji epoki, nastawionej raczej krytycznie wobec kościelnych instytucji, ale i rozprężenia moralnego wśród kleru. Intelektualna miałkość, brak zainteresowania życiem parafii, gnuśność to tylko niektóre zarzuty stawiane przedstawicielom Kościoła. Poprawie relatywnie niskich kwalifikacji nie sprzyjał system obsadzania parafii na zasadzie tzw. prawa prezenty. Właściciele ziemscy, w dobrach których znajdowała się parafia mogli przedstawiać biskupom swoich kandydatów na proboszczów. Najczęściej patronowali własnym krewnym, ale powszechna stała się także praktyka odsprzedawania urzędu za niemałe sumy.
Katalog profesji godnych dżentelmenów powiększał się w miarę ,jak rozpędzała się rewolucja przemysłowa. Pogarda wobec handlu ustępowała pod naporem zdrowego rozsądku , który ostatecznie zjednoczył kapitał ziemski z przemysłowo-finansowym.
Nie bez znaczenia był także terytorialny rozrost Imperium , wymagający potężnej machiny administracyjnej. Kolonie stały się idealnym miejscem na zrobienie zawrotnej kariery i fortuny. Ale to temat na zupełnie inny wpis.

poniedziałek, 23 marca 2009

Inter arma silent Musae.




Te dwa znakomite obrazy autorstwa Jacques Louis David dzieli ponad 20 lat. Powstanie drugiego poprzedziła rewolucja francuska.
Datowany na 1780r. portret konny przedstawia polskiego arystokratę Stanisława Kostkę Potockiego, wybitnego polityka i mecenasa sztuki. Jego życiowa postawa, wyznawane wartości, pasje są charakterystyczne dla ideałów Wieku Rozumu, ale i silnie zakorzenione są w porządku feudalnym.
Napoleon mawiał, że jest dzieckiem Rewolucji, przewrotu wyrosłego na oświeceniowych hasłach. Epoce Napoleona daleko jednak do utopijnej wizji narodów zjednoczonych pod sztandarem Wolności, Równości i Braterstwa. To przede wszystkim okres pustoszenia kontynentu przez niekończące się wojny.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Jane Digby

Historia Jane Elizabeth Digby mogłaby posłużyć za kanwę porywającego romansu przygodowego. Olśniewająca angielska arystokratka wiodła barwne, dalekie od dziewiętnastowiecznego pojmowania przyzwoitości życie , które prowokuje nas do zupełnie nowego spojrzenia na pozycję kobiety w epoce zakłamania moralnego i mieszczańskich wartości .
Urodzona w rodzinie admirała Henry'ego Digby, bohatera bitwy pod Trafalgarem i lady Jane Coke, córki słynnego hrabiego Leicester, pioniera rewolucji rolniczej , wyrastała na niezwykle atrakcyjną dziewczynę. Opisywano ją jako wysoką, idealnie zbudowaną, obdarzoną delikatnymi rysami i lokami w kolorze jasnego złota. Jak się miało okazać uroda szła u niej w parze z temperamentem.
Wydana w wieku 17 lat za Edwarda Lawa, hrabiego Ellenborough urodziła mu syna Arthura, po czym ze spokojnym sumieniem oddała się rozlicznym romansom. Przypisywano jej m.in związek z kuzynem George'em Ansonem i austriackim politykiem, Schwarzenbergiem. Zdradzany mąż wystąpił o rozwód, który orzeczono aktem parlamentu w 1830r. Możemy sobie wyobrazić reakcję tzw. wyższych sfer. Rozwód był w owych czasach rzadkością, skazującą kobietę na niebyt towarzyski. Towarzyszyła mu zawsze niezdrowa sensacja, którą karmiono obficie skandalicznymi szczegółami z pożycia niefortunnej pary.
Jane uciekła przed świętym oburzeniem socjety do Paryża. Towarzyszył jej Schwarzenberg, ale jego miłosne zapędy zdążyły już dawno ostygnąć. Porzucił ja wkrótce po przeprowadzce.
Ukojenie znalazła w ramionach króla Bawarii, Ludwika I, znanego ze swej słabości do pięknotek (jego inną słynną kochanką była Lola Montez), które uwiecznił w tzw. Schönheitengalerie, czyli Galerii Piękności . W międzyczasie ponownie wstąpiła w związek małżeński. Jej wybrankiem został baron von Venningen, któremu urodziła syna Heriberta.
Wierność nie była jej mocną stroną. Nawiązała płomienny romans z greckim hrabią Spirydonem Theotokym , który o mało nie przypłacił go życiem. Upokorzony mąż wyzwał bowiem rywala na pojedynek, poważnie go raniąc. Sprawa skończyła się rozwodem, ale przebiegał on w przyjemniejszej atmosferze niż poprzedni. Baron wybaczył żonie i pozostawał z nią w przyjacielskich stosunkach.
Jane poślubiła Theotoky'ego i udała się z nim do jego ojczyzny. Król Grecji Otto, będący synem wspomnianego wcześniej Ludwika Bawarskiego, kontynuował rodzinne tradycje poszerzając poczet kochanków ślicznej Jane. Małżeństwo z Theotokym nie przetrwało tej próby.
Kolekcjonująca rozwody i kochanków Jane trafiła w końcu na przysłowiowy kamień. Romans z albańskim generałem, któremu towarzyszyła w partyzanckich akcjach i dla którego zdecydowała się nawet zamienić pałace na jaskinie, zakończył się w nieprzyjemnych okolicznościach. Po odkryciu zdrad ukochanego Jane uniosła się honorem i opuściła go.
Prawdziwe szczęście odnalazła dopiero na Bliskim Wschodzie. W wieku 46 lat zdobyła serce samego szejka Midjuela el Mezrab. Poślubiła go według muzułmańskiego prawa, szybko też przyswoiła sobie arabski język i obyczaje. Pomimo różnic kulturowych i wiekowych ( dzieliło ich bez mała 20 lat) stworzyli udane małżeństwo, które przetrwało do śmierci Jane , czyli 28 lat. Niespokojny duch Jane znalazł spokój w Damaszku.

niedziela, 8 lutego 2009

Sir Banastre Tarleton

Można śmiało zaryzykować twierdzenie, iż Banastre Tarleton był najbardziej znienawidzonym Brytyjczykiem doby rewolucji amerykańskiej. Jego wyczyny wojenne zyskały mu urocze przydomki "Rzeźnika" i "Krwawego przekleństwa".
Kariera tego syna kupca z Liverpoolu i utracjusza (roztrwonił cały spadek po ojcu przy karcianym stoliku) jest zdumiewająca. Mimo,iż studiował prawo w Oxfordzie jego przeznaczeniem okazała się armia, do której wstąpił w 1771 r. Kilka lat później wykupił patent oficerski w I Pułku Dragonów. Okazał się zdolnym kawalerzystą , szybko też zauważono u niego zdolności przywódcze.
Prawdziwą sławę/niesławę zawdzięczał jednak wojnie o niepodległość Ameryki. Doceniono jego brawurę i oddanie walce, prędko awansował na podpułkownika (lieutenant colonel). Najwięcej kontrowersji wywołuje jego akcja pod Waxhaw ( przez Brytyjczyków zwana bitwą, u Amerykanów funkcjonuje jako masakra). Według źródeł amerykańskich Tarleton miał zignorować białą flagę i bezlitośnie zdziesiątkować żołnierzy Abrahama Buforda. Sam Tarleton tłumaczył, że jego ludzie , sądząc błędnie, iż ich dowódca zginął w czasie pierwszego ataku, zaślepieni gniewem dokonali po prostu aktu zemsty.
Misja Tarletona zakończyła się powrotem do Anglii w 1781 r. W kraju zaangażował się w politykę, występując jako obrońca niewolnictwa. W 1812 awansowano go na generała, trzy lata później przyznano mu tytuł baroneta.
W życiu prywatnym był przez 15 lat związany ze słynną Perditą, czyli aktorką Mary Robinson. U źródeł tego romansu leżał zresztą zakład... Trzeba przyznać, że umiejętnie pracował na swoją reputację drania.
W 1798 ożenił się z Susan Bertie, nieślubną córką księcia Ancaster . Małżeństwo było bezdzietne. Zmarł w 1833.
To właśnie na Tarletonie wzorowana jest postać pułkownika Tavingtona w filmie " Patriota" R.Emmericha. Gra ją niezwykle przekonująco świetny brytyjski aktor Jason Isaacs.

Obraz: "General Sir Banastre Tarleton", Joshua Reynolds


sobota, 7 lutego 2009

Świat według Anetki : Gdy nie było Pudelka


Ploteczki, obmowy, pomówienia... Któż ich nie lubi? Dziś mamy gazety poświęcone w całości domysłom na temat życia prywatnego gwiazd i gwiazdeczek; w internecie panują niepodzielnie serwisy żerujące na ludzkiej skłonności do podglądactwa . A jak radzono sobie kilka wieków wstecz? W jaki sposób sprowadzano na ziemię ówczesnych bohaterów zbiorowej wyobraźni?
Pamflety znakomicie sprawdzały się w roli narzędzia zniszczenia czyjejś reputacji, czy kariery. Ale ich żywot był krótkotrwały, niewiele z nich dotrwało do naszych czasów.
O wiele groźniejsze były... pamiętniki. Pisane przez co znaczniejsze ( przynajmniej we własnym mniemaniu) osobistości służyły utrwaleniu chwalebnych czynów i klimatu epoki, wreszcie wybielały grzeszki ciążące na sumieniu autorów. Ale na tym nie koniec. Czymże bowiem byłaby solidna literatura bez przysłowiowego pieprzu. Odpłacano więc wrogom kreśląc ich jakże smakowite opisy; odwdzięczano się sowicie dawnym miłościom, ujawniano " zakulisowe" intrygi demaskując ich bohaterów. Oto siła literatury; jednym pociągnięciem pióra wysłać przeciwnika na śmietnik historii.

Ten przydługi wstęp to wprowadzenie do plotkarskiego i złośliwego cyklu , w którym postaram się przywołać do życia sławną , niegdyś, z ciętego języka i zamiłowania do skandali , polską pamiętnikarkę doby napoleońskiej: Anetkę z Tyszkiewiczów Potocką. Krewną ostatniego króla Polski, siostrzenicę księcia Józefa Poniatowskiego, miłośniczkę Napoleona i sztuk pięknych.

Obraz , który zamieściłam jako swoistą ilustrację do tekstu nie przedstawia , oczywiście Anetki. Jest autorstwa Frederica Soulacroix i nosi tytuł " Amelie Florence". Jego inne prace znajdziecie tutaj.
O samej Anetce możecie przeczytać na stronie pałacu w Wilanowie.

niedziela, 25 stycznia 2009

Dyskretny urok mąki na głowie

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli XVIII wieku jest peruka. Pudrowane gniazdko dla wszelkiego rodzaju żyjątek, na czele z wszami. Stała się ona nieodłącznym elementem ubioru dużo wcześniej, bo w XVII wieku, ale to właśnie wiek rozumu nadał temu , cokolwiek pożytecznemu, wynalazkowi groteskową formę.


Poniżej kilka filmowych portretów w pudrowanych perukach:

Lucille Ball jako madame Du Barry; hollywoodzka nonszalancja w starciu z realiami epoki o tytuł bardziej upiornej.

Theda Bara w roli madame Du Barry; jeżeli przeraziło cię pierwsze zdjęcie, przy tym masz okazję dziękować modzie za nieustanny postęp.

Keira Knightley jako Georgiana Cavendish; to dzięki tej pani ( Georgianie ,rzecz jasna)
modne Angielki poznały uroki wypiętrzonych kokonów na głowie.

Jane Seymour jako Maria Antonina; mina tej pani mówi sama za siebie

piątek, 23 stycznia 2009

Maria Fitzherbert


Niektóre kobiety nie mają szczęścia do małżeństw. Życie Marii Fizherbert jest tego wymownym przykładem.
Wychowana w Paryżu, przeciętnego urodzenia i urody , a do tego katoliczka, nie zapowiadała się na bohaterkę salonowych intryg. W wieku osiemnastu lat wydano ją za mąż za dwukrotnie starszego Edwarda Weld, który zmarł po trzech miesiącach na skutek nieszczęśliwego upadku z konia. Kilka lat później młodziutka wdowa ponownie stanęła na ołtarzu , tym razem z zaledwie 10 lat starszym Thomasem Fitzherbert. Małżeństwo, trwające trzy lata, zakończyła śmierć Thomasa .
Prześladowana pechem Maria postanowiła szukać ukojenia w Londynie. Wątpliwe czy zależało jej na kolejnym małżeństwie, a tym bardziej skandalu. W pełnej modnych pokus stolicy wplątała się i w jedno i w drugie.
W towarzystwie przyjęto ją chłodno. Brakowało jej nie tylko pozycji, ale i wykwintnych manier. Jej ruchy miały za mało finezji, a dowcip polotu. Z zachowanych portretów spogląda na nas kobieta raczej przyciężkiej postury i pospolitych rysów.
Każda potwora znajdzie jednak swojego amatora, a gdy jest nim następca tronu Wielkiej Brytanii kwestia uroku jego wybranki przestaje być w pewnych kręgach dyskusyjna. Maria została przedstawiona księciu w 1784 r. podczas balu w operze. Jerzy z miejsca się zakochał , co w jego przypadku było raczej zwyczajnym , choć krótkotrwałym stanem. Tym razem jednak zdawał się być naprawdę zaangażowany uczuciowo. Maria z wdzięcznością przyjmowała atencje księcia, odrzucając jednocześnie możliwość zostania jego kochanką. Tym sprytnym zabiegiem przywiązała go do siebie jeszcze mocniej. Zdesperowany zaproponował jej małżeństwo, które w świetle prawa było zwyczajnie niemożliwe. Po pierwsze Maria była nisko urodzoną katoliczką, co z miejsca dyskwalifikowało ją jako przyszłą królową; po drugie członkowie rodziny królewskiej mogli zawierać małżeństwa jedynie za zgodą króla. Ten zaś był raczej, hmm... niechętnie nastawiony do nowej miłostki syna.
Oszalały z miłości książę podjął coś na kształt próby samobójczej z udziałem sztyletu i po odegraniu rozdzierającej scenki ( jego ostatnim życzeniem było poślubić Marię) dziwnym trafem nagle ozdrowiał. Podstęp okazał się skuteczny; Maria Fitzherbert została żoną po raz trzeci.
Idylla skończyła się w 1794 , kiedy Jerzy chcąc przypodobać sie ojcu i wymusić na nim spłatę długów, zostawił ukochaną dla Karoliny Brunszwickiej. Legalne małżeństwa nie pociągały księcia tak bardzo jak śluby w sekrecie. Z Karoliną stworzyli jedną z najgorzej dobranych par w historii, a ich rozwód obserwowała z niesmakiem cała Europa.
Jerzy kontynuował romans jeszcze przez jakiś czas, choć Maria nie mogła pogodzić się z tą zmianą statusu. W swoim odczuciu nadal była małżonką księcia Walii.
Po śmierci Jerzego, jego brat i jednocześnie następca, Wilhelm IV, zaproponował swej "bratowej" tytuł księżnej jako zadośćuczynienie za krzywdy. Maria odmówiła tłumacząc ,że nigdy nie splamiła swojego nazwiska, toteż nie widzi powodu , by je zmieniać. Odpowiedź godna żony księcia Walii.